poniedziałek, 14 grudnia 2009

Od kilku tygodni zbieram sie by napisać tu o czymś szalenie dla mnie ważnym, o 180-stopniowym obrocie jakiego dokonałam... o przemianie jaka zaszła we mnie. Jednak nie potrafie znaleźć odpowiednich słow by ując je w zdanie i spiąć w akapity...

Jesli je znajde w natłoku myśli, niedopowiedzianych zdniań, przykrótkich smsów, czy strof ciagłego tekstu opowiadających o walecznych kozakach - toczacych bój na Dzikich Polach bezzwłowcznie napisze. Tymczasiem ciagle szukam odpowiedzi na ogrom pytań. Wsród pęku zatłoczonych pytajników - kryją się te naprawde istotne..

Spadł śnieg Moi Mili:)

Pozdrawiam zatem zimowo :*

                          

01:10, awangardastyle
Link
środa, 09 grudnia 2009

Wirtuoz igły! Mój Mistrz i Pan, najkreatywniejszy spośród współczesnych twórców mody - kolejny raz zaskoczył.

Alexander McQueen vintage awangarda

Wyszedł jak to miewa w zwyczaju krok przed orkiestre, sprzeciwiając się - masowości i zwyczajności. Zaprezentował w ramach sprzeciwu swą niebanalną kolekcje - opartą na jednym (ale za to jakim!!) deseniu.

Niemalże całość prezentowanej kolekcji - ozdbił motywem tak zwanej "kurzej łapki" czyli - powszechnie zwanego pepitka:) w wersji mini i maxi:D

Prezentowana Kolekcja poruszyła cały świat mody. Czy Aleksander przesadził?

Jak dla mnie -ani trochę! Moim zdaniem - moda z wybiegu musi posiadać pazur - to coś nieuchwytnego na zwykłej miejskiej ulicy, musi charakteryzować się odwagą i kreatywnym podejsciem. Musi mieć charakter.Być prawdziwym indywiduum, powyższe stroje są nimi bez dwóch zdań. 

 Z wielką chęcią założyłabym każdą z jego wyśmienicie skrojonych kreacji ozdobionych moim ulubionym deseniem! No cóz, byłam pierwsza, przed Panem Aleksandrem, szyjąc sobie tego lata pepitkową bąbkę-spódnicę - z wielkieg wyszukanego w lumpie materiału w kurzą stópkę, którego swoją droga jeszcze troche mi zostało. Moze nadszedł czas, żeby spożytkować go do końca? Moze któregoś dnia gdy znajdę dość motywacji - uda mi sie obić nim buty?

życzę kreatywnego miesiąca,

pozdrawiam cieplutko:*

Nancy Irving - w kryzysie twórczym,

 

 

18:35, awangardastyle , Z wybiegów
Link
sobota, 05 grudnia 2009

Nic prostrzego:) wystarczy zakupić sobie - bajecznie kolorową, kunsztownie zdobioną świneczkę marki: Ritzenhoff - bez mozliwości wyciagania pieniędzy spodnim otworem...

Wydaje mi się, że żal rozbijać takie dzieło sztuki!

zródło:http://czerwonamaszyna.pl/swinki-skarbonki-ritzenhoff-piggy-bank,643,cat.html

Tak, rozglądam się za prezentami światecznymi. Uwielbiam designerskie dodatki, retro akcesoria, Vitage buty i oldschoolowe gadżety. Jednak w tym roku postanowiłam zrobić coś znacznie kreatywniejszego niż - zakupy w internecie wieńczące kilkunastogodzinna przeprawę po galeriach on-line...

W tym roku prezenty- będa owocem mojej twórczości na ile tylko będzie to mozliwe. I Was tez zachęcam do kreatywnego działania.

Chyba, że ktoś z Was dysponuje taką gotówką - by zakupić sobie interaktywnego dinozaura... Swoją drogą, przeraza mnie ta myśl, ze mozna kupic dziecku mechaniczne zwierzątko, które nie jak Ferbi czy piesek Puchi mruczy, wibruje, czy szczeka, ale które rusza sie, reaguje na dotyk i głos, którego reakcje - są imitacja prawdziwego zycia... Aż oczyma wyobraźni dostrzegam apokaliptyczną wizje swiata pozbawionego prawdziwej czułości i przywiązania. Bo jak kochać Robota? Chocby tak slicznego jak ten zachwycający Dino? Boże jakie biedne będą dzieci II połowy XXI wieku, pozbawione żywych piesków, kotków i chomiczków... Otoczone uzurpatorami, ładowanymi na batarie. 

 

Zródło:http://www.2future.pl/Produkt/272/pleo

Całuje Grudniowo:*

 

13:44, awangardastyle , Design - wnętrza
Link
czwartek, 03 grudnia 2009

Za mną burzliwy tydzień. Grudzień to w mej świadomości już koniec semestru. Zapaliła się w mojej głowie czerwona lampka kontrolna. Staje więc na uszach by w jak najkrótszym czasie pozamykać wszystko. Kilka prac semestralnych - zostało już niemalże zakończonych. Jedną z nich jest wspomniana jakiś czas temu kwerenda prasoznawcza. Moim zadaniem było, przejrzeć wszystkie numery Dziennika Zachodniego z roku 1952, a dokładniej z drugiej jego połowy oraz przeczytanie artykułów sportowych z naciskiem na piłkę nożną i sposób jej opisywania na tle ówczesnych wydarzeń politycznych.

Tak więc czytałam.. aż dźwięczało mi w uszach :Włókniarz Łódź, Unia Chorzów, Dynamo Kijów, Kolejarz Warszawa, Górnik Radlin, Ogniwo Bytom...

Naklnełam sie jak szewc, myśląc o tym zadaniu... Nie uśmiechało mi się dawać nura w zatęchłe prl-owskie czasopisma. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!  Jak to zwykle u mnie bywa, znalazłam - sporo pozytywnych aspektów:) Im dłużej wczytywałam się w te komunistyczne hasła, tym więcej miałam z tego radochy i nie mówię tu tylko o perełkach językowych typu: "piłkarze rowerowi" czy "lustracji pól" ale przede wszystkim o stronie merytorycznej tych teksów i ich nieziemskiej propagandzie.

Gdybym tak nie znała polskiej historii, nie wiedziała czym był komunizm i jakie "dobrodziejstwa" z sobą niósł, to po przeczytaniu kilku stron ów Dziennika - mogłabym uznać, że trafiłam do najprawdziwszej Idylli! Krainy mlekiem i miodem płynącej, gdzie każdy obywatel miłuje braterskim uczuciem współobywateli, gdzie nikomu niczego nie brakuje praca i sport - są najwyższymi wartościami - dla, których wzorzec czerpiemy od naszych "radzieckich braci". Tylko czasem - okrutni i źli chuligani, obrzucą śnieżkami samochód, zaparkowany pod najwspanialszym gmachem wybudowanym w socrealistycznym klimacie...

Zdarzało się też, że - jak atrament na śnieżno białym jedwabiu - pojawiała się plama grozy! : źli, krwiożerczy, kapitalistyczni, wyzyskiwacze - Amerykanie.. , którzy zawsze faulują, źle sędziują i pragną zatruć świat - za pomocą coca-coli:) ...

Czyta się to fantastycznie i naprawdę szczerze polecam, wszystkim fanom "Misia", "Alternatyw 4" czy "Czterdziestolatka".  Jednak zalecam - dawkowanie w małych ilościach:) Ja wysiedziałam swoje 11 godzin. wprawdzie na raty - ale bez względu na wszytko, zrobiło to swoje. Potrzebowałam trochę czasu, żeby powrócić do rzeczywistości ...

Nie mniej jednak, w związku z tematem zapragnęłam pójść na prawdziwy mecz:) Nie będzie to co prawda - ten ekstatycznie opisywany zwycięski mecz Unii Chorzów z Ogniwem Bytom, z roku 52' jednak liczę na to, że da mi on namiastkę tej literackiej upojnej fikcji.