czwartek, 11 czerwca 2009

Nie Moim Mili! nie zapomniałam o Was... ale sprawy priorytetowe wzywają. Właśnie zrobiłam sobie Wakacje od Życia - leże w morzu kartek, otoczona kolorowymi mapami, gorące słońce - padające wprost z veluxa grzeje mi po plecach, a ja sącząc wyborne drinki kawowe zanurzam się cała w przeszłości niczym w wodach morza najsłodszego...

Odcięłam się zupełnie, nie ogladam wiadomości, jem samotnie kolację i nie odwiedzam internetowych witryn! W ramach ostrzeżenia - ustawiłam sobie na pulpicie wyraźne przypomnienie, tak na wszelki wypadek gdybym zamierzała z tej bezludnej wyspy uciec w bajeczne allegrowe rejony czy też gdziekolwiek indziej..

Tak naprawdę to jestem szalenie szcześliwa - bo mogę całymi dniami siedzieć na dalekim Podolu, walczyć z mężnymi rycerzami przeciw krzyżackiej zakale, zdobywać zamki, palić mosty, ponosić porażki i przeżywać glorie! Tak silnie przeżywam każdą z kolejnych przerzucanych stron, że aż czuje ten wrzask walecznych mężczyzn, zgrzyt zbroi i pot ściekający po policzkach..

Chociaż przez chwilę przebywam wśród społeczności o uporządkowanym grzbiecie moralnym, mam doczynienia z mężami stanu - którzy za honor i ojczyzne oddają życie.

Zanurzam się w historii z lubością! W myślach przywdziewam szaty powłuczyste i przechadzam sie po dworach i krużgankach średniowiecznych Polskich twierdz, kto powiedził że w Polsce nie było dam, rycerzy i bajecznych pełnych chwały historii - niech przepadnie na wieki! Takie herezje głosić może tylko ten kto nie splamił się lekturą historii średniowiecznej Polski..

Nie spotkał Boskiego Bolesława Chrobrego, dzielnego Szczodrego ani Kazimierza Jagielończyka, Władców którzy zdobyli moje serce swą nieprzejednaną postawą, własnymi zasadami i Silną Męską Ręką!!

Wracam do tych białych i świeżych kart pachnących jeszcze drukarnianym tuszem, które - dopowiedzom mi resztę historii pisanych krwią i mieczem, krzyżem i hostią... gęsim piórem i bitewnym pyłem.

(wrcama 29)

pozdrawiam

Nan

22:21, awangardastyle , Pani Historyk
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 czerwca 2009

W czawrtek rano jak niemlaże nigdy wstałam w cholernie złym humorze, zmęczona i chora nie obudziałam sie na wezwanie budzika, który rozpaczliwie krzyczał o czwartej nad ranem.. niemal równie rozpaczliwie jak ja, gdy uswiadomiłam sobie swój niecny występek wzgledem niego - póltora godziny później. Zła zestressowana, obolała i absolutnie przerażona swoją niewiedzą - bądź jak kto woli nie usystematyzowaną wiedzą z powodu braku porannej powtórki , zerwałam sie z łóżka, wciągnełam na siebie niemal z predkością światła cieńkie czarne rajstopy, ołówkową równie czarną spódnice i jeszcze czarniejszą koszule z żabotem, spiełam sie białym paskiem w tali, narzuciłam na twarz to co niezbędne by nie przeżać innych, doprowadziłam włosy do ładu, zarzuciłam na siebie - biały płasz, na nogi białe czółenka, w locie z notatkami z łaciny w rekach, zarzuciłam czarny kapelusz z wielkim rondem i wbiegłam do samochodu. Tam znowu pospiesznie przemalowałam usta na czerwono wciągnęłam czerwone długie rękawiczki na skostniałe z zimna palce - pocałowałam mojego wybawiciela, który jak codzień podwiózł mnie prędko na przystenek :) i wybiegłam w zapłakany świat topiąc swoje notatki w ulewie. Na przystanku witają mnie ludzie pogardliwym spojrzeniem, w autobusie to samo co zawsze. przepycham sie do miejsca gdzie mogę stać nie dotykając niko... Obstawiam jednym rzutem oka, kto mógłby byc potencjalnym wysiadającym na nastepnym przypadku, w 8 przypadkach na 10 udaje mi się. Ale Nie ! oczywiscie tym razem chybiłam.

 Zawsze kiedy czuję się najgorzej, kiedy jest mi słabo, kiedy potrzebuję usilnie usiąść żeby koniecznie przejrzec notatki - nie mam gdzie siąść , tak więc ze sprawnością ekwilibrysty - z jedną ręką utrzepioną rury - drugą trzymając zeszyt, kołysam sie na stopch przerzucając cieżar z pięt na palce by nie stracić równowagi podczas - ostrych rondowych zakrętów.
Przede mną na poczwóurnym siedzieniu siedzi czwórka mężczyzn - trzech  przed trzydziestką, czwarty natolatek. W duchu niczym stara panna przeklinam cały ród męski, złożezcze niebu i ziemi, że wydała takie zakały rodu męskiego na świat i z żalem wspomnam XX wiecznych dzentelmenów, który jeden drugiego wezwali by na pojedynek byle tylko nie usiąś i nie splamic swego honoru, nie ustępując kobiecie miejsca.. . Pod czas gdy uciekłam myślami daleko od łaciny i całego swiata, Ten młody człowiek- nastolatek popatrzył mi w oczy, sciągnął słuchawki i powiedział "prosze usiąść" oniemiałam! Zdołałam wykrztusci jedynie z moich krwistoczerwonych ust - "Dziękuje bardzo".. u usiadłam przeżaona, czy aby moje mysli nie są wszytkim znane, czy nie emanuje ze mnie jakis fluid paskudny..
Ten jeden gest zmienił moje nastawienie, tchoł we mnie chwilowy entuzjazm,z Lodowej Kry na chwilę przeistoczyłam się w dobrotliwą dusze... Uwierzyłam znowu, ze dzień ten nie musi być koszmarem - i kozystając z poruwu dobrego nastroju- z predkością motorówki pełna mdłego entuzjazmu zabraam sie do powtórki.
Begnąc na uczelnie w strugach deszczu , potwierdzałam postanwiona rano teze -"Ludzie nie akceptuja kapeluszy".
I tak też było, nie ma człowieka - który przeszedł by obojętnie, gdybym była człowiekiem mniej pewnym siebie mogłabym z łatwoscia zadołować się na śmierć pogardliwymi spojrzeniami ludzi, dla których kapelusz - jest czyś niedopuszczalnym, chyba nawet nieświadomie potepiają go wzrokiem i obrzucaja człowieka zaskoczonym spojrzeniem. Ludzie zachowują sie zupełnie tak jak byłby to wynalazek nowej ery - jakas inowacja - a Nie muś obowiązujący ludzkość - przedstawicieli obu płci przez niemal 1000 lat, proces jego wypierania z masowego uzycia rozpoczął się dopiero po II wojnie światowej... Zadziwjające jak krórtka jest świadomosc ludzka. Zapewne w normalny dzień bawiłabym sie przednio, zawsze mam kupę radości z tego jak reaguja na mój wygląd obcy ludzie, ale tym razem nie miałam humoru na tego typu zabawy.
Na uczelni standar: Napisałam egzamin, dostałam dwa zaliczenia.
Ale co istotne w miedzy czasie odbyłam szalenie ożywczą rozmowe z pewną studentką histori sztuki na temat mody, historii ubioru i stylu..  Dyskusje to jedna z najfantastyczniejszych rozrywek umysłowych tego świata !nancy irving awangardastyle retro styl

Ożywia umysł do granic możliwsci i pozwala poruszyć tymi zakamarkami umysłu, które na codzien leżą w spoczynku!
Rozmowa tyczyła się Projektowania ubioru, rozmawiałysmy o projektowaniu kolekcji. Moja rozmówczyni była zdania - że projektowac należyc rzeczy w róznym stylu tak aby każdy mógł znalezc coś dla siebie, Ja natomist uważam - ze tworząc własną markę trzeba kosekwentnie określić swoją działaność. Ja wiem że nie chciałabym projektować sportowych kobiecych ubrań bo i nie chciałabym żeby kobiety w nich chodziły! Tak wiec nie mogłbym robic czegoś wbrew sobie. Ja wyobrażam sobie, że jeśli kiedyś miałabym możliwość tworzyć własna markę - to była by to linia odzieży dla ludzi odważnych - ubrań kobiecych, podkreslających ksztaty o odważnych kontrastowych kolorach z nutka sentymentalizmu i czytelną inspiracja przeszłością.

Gdy wróciłam do domu i odespałam resztki swego przeziębienia. Postanowiłam zrobić sobie pierwszy od dawna wieczór - luzu..retro vintage wordobe style

To znaczy otworzyłam Internetowe Wrota i zalała mnie fala inspiracji! ... Stwierdziłam, że zasłuzyłam sobie na taki relaks psychiczny i od godziny 18 do 3,20 nad ranem wędrowałam po blogach szafiarek z róznych stron świata. Przejrzałam ulubione kategorie na allegro, oraz odwiedziłam ukochane brytyjskie butiki on-line, jednak wcale nie miałam zamiaru nic kupić, był to spacer iście rekreacyjny, który pozwolił mi zregenerowac siły i przywrócił harmonie umysłu oraz zaspokoił moja potrzebe estetyki..szafiari

Znalazłam absoltnie urocze sukienki w wyspiarskich butikach, jednak nie na moja kieszeń przynajmniej nie teraz. Obecnie - odkładam każdy grosz na moją artystyczna edukację, która postanowiłam rozpocząć w Październiku. Nie wiem jednak czy to do końca dobre postanowienie, ostateczną decyzje podejmę w poniedziałek... Postanowiłam jednak, ze całość sumy zgromadze sama. Potrzebuje nakarmić swoją prózność - świadomością, że coś zawdzięczam tylko sobie...

Tym czasem zapraszam, do obejrzenia zdjęć - pochodzących z blogów zagranicznych szafiarek. To fascynujące jakie mozliwosci daje nam współczesność! Dzieki temu cudownemu wynalazkowi jakim jest internet mogę codzień odwiedzac dziewczyny, z innych pąństw nawet i z innych kontynentów, czytąć ich wpisy oglądać zdjęcia i niejako - żyć ich życiem - mimo, iz nigdy sie nie spotkamy.

sukienk dresses dress

 Gdyb ktos miał ochote kupić mi jedną z powyższych sukienek to prosze odezwać sie mejlowo :) podam wymiary i adres strony! :*

pozdrawiam Was Wszystkich ksieżycowo:)

Nancy Irving

11:30, awangardastyle , Inspiracje
Link Komentarze (1) »
środa, 03 czerwca 2009

Własnie tocze bój, jutro przyjdzie mi stoczyć prawdziwy pojedynek z macierzą niemal wszytkich języków europejskich... Stąd moje milczenie, zostało mi jeszcze kilka dni, w których niczym błedny rycerz odziana w pancerz z wiedzy będę potykać sie z prawdziwymi intelektami - które jesli nie okaże błyskotliwego refleksu obiora mnie do naga z nędznego pancerza i udowodnią, iż to nie hitynowa a jedynie mydlana zbroja.

we wtorek - kończe pierwszy etap walki o stypendium? z jakim rezultatem? to zalezy tylko odemnie, moich wewnętrzych pokładów energii. Muszę zdobyć w sobie jeszcze troche silnej woli i od sunąc na bok wszytkie myśli o kolorowych zdjęciach, pachnących polach i o szeleszczaych kartkach romantycznych powieści..

Chciałabym choć na chwilę zanurzyć sie w tą odchłań niezrównaną, zawiesić znów na moment w próżni między fikcją a rzeczywistoscią...Przetrzec na nowo szlaki zarysowane XIX wiecznym piórem Austen i zaciagnąc sie z całych sił zapachem swierzych wrzosów  zakletym na kartach powiesci Maud...

Lecz nie, jeszcze nie dzis!   I zwykle jak to bywa ze mną, gdy czasu coraz mniej - i terminy gonia zawistnie, w głowie roi mi sie milnion pomysłów na fascynujące sesje, które krzycza głosno jakby jedna chciała przekrzyczeć drugą : "Zrealizuj mnie! To nie zjamnie Ci wiele a efek poraz Cie! " 

Bezwzględnie jednak odcinam się od tych nęcących mysli i zanurzam spowrotem w ten bezkres beznadziei który smierdzi sucha gramatyką i starymi pieczatkami!

Tym czasem powracam na scieżki parszywie śliskie wybrukowane ablatiwami, genetivusami czy tez tudziez innymi dativusami...

22:38, awangardastyle , Nancy Irving
Link Komentarze (1) »