Moje Refleksje

poniedziałek, 05 października 2009

To nie sa zmiany, to nie są synchronizacje, asymilacje, przestawienia, przemeblowania, dostosowania... Nie! nic z tych rzeczy. To prawdziwa, najprawdziwsza rewolucja !!!

Rewolucja zyciowa!

Przyszedł czas na chwilę szczerości. Czuje, że jestem Wam to dłużna drodzy czytelnicy. Koniec kreowania mitów. Udawania przed całym światem i co gorsza przed samą sobą chodzącego ideału. Kurtyna opadła, światła zgasły - a ja wracam do  żywych, zbiegam z stromych stopni kreowanego przez siebie olimpu - na mieką murawę codzienności. Tu zamierzam pozostać. Niewiele brakło - a udusiłabym sie własnym zyciem. Od dłuższczego czasu byłam na najprawdziwszym wykonczeniu.

 To dość złozona historia. Życie w toksycznym związku, z zdziecinniałym partnerem - wysysało ze mnie wszystkie witalne soki. Ciągle szukałam nowych stymulacji by mieć cokolwiek - co mogłoby dać sens memu istnieniu, niestanne poszukiwania, przypominały bardziej ciagłą szarpanine i krótkotrwałe ekscytacje niż -  prawdziwą drogę samorealizacji - jaką chciałam sama w tym dostrzec. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że zbyt wiele rzeczy które zrobiłam ostatnimi czasy - robiłam na siłe, by móc uciec od własnych mysli, by bezmyślnie zaspokoić najpłytszą potrzebę własnego ego. Nieustanna szarpanina za słowami uznania i pochwały - doprowadziła mnie do granic własnej wytrzymałości.

Dokładnie trzy tygodnie temu - zamknęłam ostatecznie ważny rozdział w moim życiu. Rozstałam sie z Mężczyzną - z którym splątałam swe losy na prawie 8 lat.  Uważam, że nic w życiu nie dzieje sie przypadkiem. Stoję dziś twarzą do Słonca - i nie ogladam się juz wstecz. Mam poczucie, ze niewiele dotychczas żyłam. I pragne to zmienić.

Przez ostatnie trzy tygodnie - odnalazłam na nowo siebie. Stanełam na nogi silna jak nigdy dotychczas. Mimo, iż cele mi sie rozmyły - wiem bardziej niz kiedykolwiek czego teraz chce: Chce zyć!

Stanęłam przed lustrem odziana we własne krynoliny - i uporczywie zaczełam zastanawiać się ile w tym wszystkim mnie samej? Czy czasem nie jest tak, że uciekłam pod swe bezpieczne halki i szleszczące tiule zdala od prawdziwego świata. Osłaniając dziecinną tęsknotą za literacką fikcją. Sukcesywnie dystansując się od otoczenia... Tak właśnie było. Stworzyłam obraz samej siebie w który bardzo chciałam uwierzyć, tuszując swoje niedoskonałosci - dązyłam do własnego ideału. Wykreowałam się sama przed soba a niemożność osiągnięcia celu - doprowadzała mnie do wewntętrznego wyniszczenia.

Teraz powiedzmy sobie szczrze - odpusciłam. Być moze rozczaruje Was tym co teraz powiem, ale to prawda- nie zależy mi na awangardzie, na ekscentrycznych strojach i szokowaniu otoczenia.  Chce wreszcie poczuć się częścią świata, częścią tego tłumu, który przez ostatnie lata konsekwentie zwalczałam -tocząc bezmyslny bój z macdonaldyzacją społeczenstwa i globalizacjią. Za który dziś szczrze mi wstyd. Nie zawrócę biegu rzeki. Nie zmienię Świata. Koniec z przecenianiem własnych mozliwości - egocentryczną maskaradą. Chce dowiedzieć sie wreszcie - jak to jest zyć w XXI wieku, bez smiesznej tęsknoty za nieznaną z autopsji lecz tylko musnięta i przeinaczoną, mocno podkolorowaną XIX wieczną przeszłoscią.

Powiem to raz jeszcze głośno i wyraznie - nie chce być juz outsiderem. Na własne życzenie wyautowałam sie poza świat, tęskniąc za powłóczystymi sukniami i romantyczną epoką dżentelmenów z białymi szalikami opatulajacymi szyje i żakardowymi frakami dumnie błyszczącymi w świetle świec. Chce teraz żyć normalnie, pić cole na przystanku, biegać z psami po polach, móc czasem wyjść nieuczesana i nieumalowana, wskoczyć raz za czas w jeansy i klnąć jak szewc gdy będę zła. Chce móc jak kazdy inny przyznawac sie do błedu i swej niedoskonałosci, chce złamac wszystkie zapory miedzy ludźmi jakie przez ostatni czas zbudowałam. Koniec z mitami i autokreacją. Dziś zależy mi tylko na tym by ludzie oceniali mnie za to jaka jestem nie za to co robię gdy mam chwile wolnego czasu.

A wiec nie przez pryzmat fotografi i stylizacji - które są jakimś tam raczkowaniem, a moze nawet embrionowaniem w branży i nie za 5 z egzaminów bo to nic nie znaczy, lecz za to jakim człowiekim jestem.

To dla wszystkich napewno szalenie wytarte prawdy, tak oczywiste, ze az śmieszne, przeżarte i wyśmigane. Jak widać jednak nie każdy uświadamia je sobie w tym samym okresie życia. Na mnie przyszedł czas własnie teraz. Zdeklasowałam swój system wartości, przetasowałam celem i prorytety.

Jestem Wolna od własnych zniewoleń. Szczęsliwa jak nigdy. Pogodnie patrze w przyszłość, być moze dlatego, ze nie wybiegam w nia juz zbyt daleko. Nie chce nic planowac to zbyt determinuje ludzkie poczynania.

 

 Obecnie mam wielką potrzebe robienia nowych rzeczy, smakowania, próbowania ... Jak dwuletnie dziecko poznające świat - pragne wszystkiego dotknąc i obejrzeć z bliska. Mam dziwne wrazenie - ze w przeciągu ostatnich trzech tygodni doświadczyłam wiecej niz w przeciagu całego ostatniego roku...

wrzuciłam totalnie na luz, miałam okazje przechać się prawdziwym motorem, byłam na kilku randkach, na powrót zaczełam słuchac muzyki, zdałam prawo jazdy, zostałam współwłascicielką pięknego Reno, z radości upiłam sie gorzką żółądkową, umyłam włosy w fontannie, pozowałam w sesji zdjeciowej, przechadzałam sie w w samych rajtkach po silesi, włamałam sie do dworca kolejowego, zgubiłam telefon, byłam na dniu próbym w pracy - a na koniec- zostałam nową barmanką w mega klubie. 

Drżyj świecie nadchodze! Silna, pełna optymizmu, bez ograniczeń.

01:10, awangardastyle , Moje Refleksje
Link Komentarze (1) »